wtorek, 9 kwietnia 2013

[autorskie] FOBIE - Siderodromofobia.

Mam na imię Max i interesuję się ludzkimi lękami. Skąd się biorą, przecież nie mogą powstawać ot tak z powietrza. Może to zasługa pamięci genetycznej, a może.... czegoś innego.
Ostatnio zauważyłem, ze wiele osób się czegoś boi, mniej lub bardziej. Zastanawiające jest to, że czasami ten strach jest wręcz paraliżujący i utrudnia im życie.
Czy w lęku nie ma niczego paranormalnego ?


Siderodromofobia

Moja mama od zawsze bała się pociągów. Dworce kolejowe, tory, obskurne wagony przerażały ją. Kiedy pytałem o co chodzi, zbywała mnie.  W końcu każdy się czegoś boi, prawda ?

Kiedy podróżowaliśmy, to zawsze autobusami czy samochodem. Nawet samoloty i statki nie były dla mojej matki problemem. Strach budziły jedynie pociągi.

Bardzo chciałem dowiedzieć się, dlaczego tak jest. Dlaczego moja mama, silna i twarda kobieta, odczuwa wręcz irracjonalny strach do tego środku transportu.

Pewnego lata planowaliśmy odwiedziny u cioci Anee, siostry mamy. Ciocia Anee mieszka w wielkim domu po dziadkach w małym górskim miasteczku. Jest to niezwykle atrakcyjne turystycznie miejsce, dlatego niegdysiejsza
wioska szybko rozrosła się o nowe pensjonaty i restauracje.
Dzięki temu w tę okolicę kursuje też masa pociągów, a ceny biletów nie są wygórowane. Mój tata próbował przekonać mamę, że na paliwie stracimy krocie, a pociąg szybki, pierwszej klasy, z wagonami restauracyjnymi.
To jej nie przekonało. Zaczęła wręcz płakać prosząc, abyśmy pojechali samochodem.

Po dość długiej kłótni tata zgodził się.

Kiedy dojechaliśmy, w drzwiach domu, przywitała nas długonoga, szczupła blondynka. Harriet, bo tak miała na imię, okazała się być jedną z kuzynek mamy. Chociaż obie przywitały się ze sobą miło zauważyłem,
że mama wygląda na lekko spanikowaną.
Szybko jednak zaczęła się normalnie uśmiechać, więc uznałem, że mi się przywidziało.

Przy dość sutej kolacji przygotowanej przez ciocię Anee miałem okazję poznać córkę Harriet, Sandy. Dziewczyna wyglądała jak wierna kopia swojej mamy. Była także dumą rodziny, gdyż co chwilę zdobywała jakieś nagrody literackie.
Ja także tworzyłem poezje i opowiadania, więc szczerze zainteresowany postanowiłem z nią potem porozmawiać.

Kiedy wszyscy się najedli, Sandy spojrzała na mnie swoimi wielkimi oczami i zaproponowała mi spacer po okolicy. Powiedziała, że często bywa u cioci i może mi pokazać kilka ciekawych miejsc. Zgodziłem się.

Kiedy wyszliśmy z domu, zmierzchało. Niebo usiane było wczesnymi gwiazdami, paliły się latarnie, w powietrzu unosił się zapach skoszonej trawy. Był to po prostu cudowny czas na przechadzkę.

Sandy poprowadziła mnie na łąkę za domem cały czas opowiadając: o swoich studiach, o nagrodach, o planach na przyszłość. Słuchałem zaciekawiony.

Minęliśmy mały lasek i zeszliśmy w dół. Znajdowały się tutaj stare i zarośnięte tory kolejowe, obok kawał betonowej płyty, który świadczył o tym, że kiedyś był tu przystanek.

Sandy usiadła na trawie obok torów i zaczęła mi opowiadać pewną historię.

Kiedy ciocia Harriet była mała wraz ze swoją mamą Eve często przyjeżdżały do jej cioci, Cassidy. Ciocia Cassidy miała dwie córki Anee i Lilę (moją mamę) oraz syna Jacoba (W tym momencie historii zacząłem się dziwić,
gdyż mama nigdy nie wspominała o bracie ).
Dzieci były nad wyraz zgodnym i miłym dla siebie kuzynostwem, to też często bawiły się razem. Jacob był najmłodszy ze wszystkich, miał zaledwie pięć lat. Dziewczynki natomiast przekroczyły już dziesiątkę.
Anee, jako najstarsza z gromadki, zawsze w trakcie zabaw musiała pilnować brata. Dzieci zwykle bawiły się grzecznie obok domu, ale kilka razy wybierały się na spacery.

Pewnego dnia zawędrowały pod te same kolejowe tory, obok których siedzimy teraz my. Mały Jacob ucieszył się: kochał pociągi i zawsze marzył o pracy na kolei. Zaproponował on zabawę: chodzenie wzdłuż starych torów.
Szybko podzielił obecnych na grupy. Ze względu na to, że Anee musiała go pilnować, on pójdzie z nią, a Lila i Harriet razem.
Grupka Jacoba miała iść w prawo, grupa mojej mamy w lewo.

Szczegóły zabawy były takie, że grupa idzie wzdłuż torów dopóki nie dotrze do czegoś jak tunel albo opuszczony dworzec. Potem po prostu zawraca i idzie zawiadomić o odkryciu pozostałe osoby
( w czasach, o których mówimy nie było telefonii komórkowej).

Dziewczynki zgodziły się i wszyscy ruszyli w swoje strony.

Reszta historii nie jest zbyt obiektywna: Sandy zna ją z ust swojej matki, a że szła ona z moją, nie są w stanie powiedzieć, co działo się z Anee i Jacobem. W każdym razie, Harriet i Lila po krótkim czasie doszły do tunelu.
Nad nim wił się las, a wejście było zapchane śmieciami. Z nieużywanego przejścia mieszkańcy zrobili sobie po prostu śmietnik.
Dziewczynki uznały, że to wystarczy, bo dalej i tak nie dotrą. Zawróciły i postanowiły powiadomić resztę o swoim odkryciu.

Niestety, zaczęło się zmierzchać, więc musiały wracać do domu. Na miejscu obok betonowej płyty nie było nikogo, więc uznały, że Anee i Jacob wrócili już do domu nie czekając na nich. Uspokojone, przeszły łąkę i poszły na kolację.

Ciocia Cassidy była bardzo zaniepokojona nieobecnością swoich dzieci o tak późnej porze. W końcu Anee miała już 15 lat i była bardzo rozważną osobą. Na pewno zatem wiedziała, ze mały powinien już dawno spać.

Jeszcze tej nocy, wujkowie James i Adam zaczęli poszukiwania dzieci. Lila i Harriet zostały szczegółowo wypytane o każdy szczegół zabawy. Niestety, trop urywał się, gdy Anee i Jacob minęli wielki dąb rosnący na zakręcie.
Potem dziewczynki już ich nie widziały. Mężczyźni ruszyli wzdłuż torów.

To, co znaleźli nad ranem było po prostu straszne.

Kilka kilometrów dalej zauważyli coś leżącego na torach. Podeszli bliżej i o mało nie zwymiotowali. To był Jacob. A raczej to, co z niego zostało.
Sama skóra, wciąż w ubrankach. Doszczętnie roztrzaskana czaszka , z której wydobywały się strużki szarawej substancji. Na lewo leżało coś, co przypominało dziecko obdarte ze skóry.
Nie rozumiejąc z tego za wiele, mężczyźni wrócili do domu, gdzie zadzwonili na policję.

Anee znaleziono tego samego dnia pod wieczór w lesie. Żyła, jej tętno było wysokie, a ślady na ciele i porwane ubranie sugerowały przeciskanie się przez zarośnięte tereny. Gdy ją ocucono, niczego nie była w stanie nic sobie przypomnieć.
Dopiero następnego dnia pamięć wróciła.
To co Anee opowiedziała policjantom, było niezwykle dziwną historią.

Jak wiadomo, Anee i Jacob udali się w prawo. Szli żwawo przed siebie wzdłuż torów. Chłopczyk uwieszony ramienia siostry niedługo potem zaczął prosić, żeby pozwoliła mu iść środkiem torów.
Anee nie oponowała, w końcu był to opuszczony szlak, nie było się czego spodziewać. Przeszli tak trochę czasu rozmawiając.
W pewnym momencie Anee usłyszała coś, czego nie powinna tu usłyszeć: dźwięk jadącego pociągu. Chwilę się nad tym zastanowiła, ale uznała, ze to niemożliwe, że słyszy to zapewne dzięki malowniczym opowieściom Jacoba na temat pociągów.
Dziewczyna zawsze uważała, że Jacob miał niezwykłą umiejętność pobudzania wyobraźni.
W tej samej chwili zza zakrętu wyłonił się...pociąg. Był czarny i upiorny, tyle zdążyła zauważyć zanim rozpędzony wjechał w drepczącego Jacoba.
Siła uderzenia sprawiła, że wnętrzności chłopca zostały po prostu wyrwane ze skóry wraz z nietkniętym układem krwionośnym (stąd zero krwi) i kośćmi.
Anee trzymała malca za rękę: dopiero po chwili zauważyła, że mała rączka oderwana od reszty dynda w jej dłoni.
Z szoku nawet nie krzyknęła, jedynie odrzuciła ją ze wstrętem.  Pociąg przejechał, a dziewczyna wciąż słyszała w uszach dźwięk ścieranej na papkę czaszki.

Dopiero gdy się rozejrzała i zauważyła co zostało z jej braciszka, zaczęła płakać i krzyczeć. Siła strachu napędziła jej nogi do biegu. Anee wpadła w las i zaczęła szamotać się wśród klujących krzaków.
Nie uciekła daleko, zaledwie kilkadziesiąt metrów, kiedy w pędzie uderzyła głową w konar drzewa i straciła przytomność. Tutaj też znalazła ją policja.

Opowieść Anee potraktowano jako reakcję umysłu na stratę brata. Sprawa śmierci małego wciąż jednak pozostała nierozwiązana. Policjanci zachodzili w głowę skąd na opuszczonej linii wziął się pociąg i gdzie się podział,
skoro Lila i Harriet z drugiej strony trasy odkryły zapchany kartonami i workami tunel.

W końcu sprawę umorzono, a w aktach wpisano, że mały Jacob spadł z urwiska, które znajdowało się kilometr od torów. Jednak miejscowi dotarli do prawdy i w okolicy szybko rozprzestrzeniła się legenda o pociągu widmo.

Sandy skończyła swoją opowieść dodając, że pewno moja mama też boi się pociągów i gdziekolwiek jeździmy, zawsze odmawia wejścia do jednego z nich.
To zapewne dlatego, ze nasłuchały się tego wszystkiego w młodym wieku i "siadło" im to na psychice.

Zapytałem kuzynki, czy w to wierzy. Odpowiedziała, że nie bardzo, bo dzieci lubią koloryzować. Poza tym te wymysły mogły być reakcją obronną Anee na stratę brata. Także nikt z rodziny nie wspominał o pociągu widmo.
A ludzie, jak to ludzie. Lubią gadać i wszędzie doszukują się czegoś paranormalnego.

Wierzyłem jej, w końcu studiowała psychologię.

Było już bardzo ciemno, kiedy wracaliśmy do domu. Teraz to głównie ja mówiłem. Najwięcej o tym, jak moja mama bardzo boi się pociągów. Gdy dotarliśmy do drzwi frontowych, uspokoiłem się. To wszystko przecież nie zdarzyło się naprawdę.

Wtedy to usłyszałem: postukiwanie torów i "wycie". Dobiegało dokładnie z miejsca, z którego wróciliśmy. Poczułem jak włosy na karku stają mi dęba. Spojrzałem na Sandy. Była przerażona.

Czym prędzej dopadliśmy drzwi i zamknęliśmy się w środku.

Czym był ten pociąg? Może czymś demonicznym, może podróżnikiem w czasie, a może "duchem" maszyny, która kiedyś się tam wykoleiła. Nie wiem. Staram się znaleźć coś na ten temat, gdyż od tamtych wakacji nie daje mi to spokoju.
Jedno jest pewne: niczym dobrym.

Jeśli kiedykolwiek znajdziecie się w małej górskiej miejscowości i natraficie na zarośnięte tory kolejowe, uciekajcie. Albo przynajmniej nie idźcie wzdłuż nich.

2 komentarze: